Kierowca
13.10.2017

 

  • 9 na 10 wypadków to efekt ludzkiego błędu
  • Natura nie przygotowała nas do prowadzenia samochodów
  • Samochody autonomiczne mogą być bezpieczniejsze od prowadzonych przez ludzi


Błędy ludzkie to nie tylko problem ruchu drogowego. W lotnictwie cywilnym statystyki wyglądają wprawdzie lepiej, wypadków jest znacznie mniej, ale i tak około 60 proc. niebezpiecznych zdarzeń wynika z błędów popełnionych przez pilotów, mimo że są oni zobowiązani do dokładnego przestrzegania przepisów i procedur, a jednocześnie bada się ich i szkoli znacznie staranniej niż kierowców. Ponadto zazwyczaj podczas trwania całego ilotu w kokpicie siedzą dwie osoby - stanowi to nie tylko zabezpieczenie na wypadek, gdyby jeden z pilotów źle się poczuł, lecz także daje możliwość wzajemnego kontrolowania podejmowanych działań.

Człowiek popełnia błędy

Musimy sobie uświadomić, że nie jesteśmy doskonali, a popełnianie błędów to rzecz ludzka. Jednak to nie znaczy, że musimy pogodzić się również z tym, że wypadki drogowe będą się nadal zdarzały. Właśnie z takiego założenia wyszli twórcy pionierskich szwedzkich programów, których celem jest zredukowanie liczby ofiar wypadków do zera - zgodnie z ich założeniami człowiek popełnia błędy i może zawieść, z kolei system drogowy nie ma takiego prawa! Dotychczas w większości systemów drogowych odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa spoczywała głównie na kierowcach. Żeby Wizja Zero mogła się urzeczywistnić, tę odpowiedzialność muszą poczuć także osoby oraz podmioty zajmujące się rozwojem infrastruktury drogowej i pojazdów.



Ewolucja nie nadąża za autami

Konstruktorzy nowoczesnych samochodów i poszczególnych elementów ich wyposażenia oraz architekci projektujący drogi i inne składowe infrastruktury muszą uwzględniać zawsze margines przeznaczony na błędy popełniane przez ludzi. Czy tak jest już teraz? Niestety, nie. Droga do tego jest jeszcze daleka. Natura w toku ewolucji nie przygotowała nas do poruszania się z takimi prędkościami, z jakimi jeżdżą nasze auta. Większość z nas ma np. zupełnie naturalny wrodzony lęk wysokości, za to brakuje nam wrodzonej umiejętności oceny prędkości. Nie mamy podzielnej uwagi, łatwo się rozpraszamy, a nasze ukształtowane przez setki tysięcy lat reakcje zupełnie nie przystają do realiów ruchu drogowego. W stresie, pod wpływem adrenaliny, włącza nam się tzw. widzenie tunelowe - nie jesteśmy w stanie skutecznie obserwować otoczenia, nasz mózg skupia się tylko na wycinku obrazu. W naturze taka reakcja ma swoje uzasadnienie - umysł koncentruje się albo na drodze ucieczki, albo na stojącym na wprost przeciwniku. W zamierzchłych czasach, kiedy człowiek musiał uciekać przed drapieżnikami, były to przydatne cechy. W ruchu drogowym widzenie tunelowe jest śmiertelnie niebezpieczne, bo przestajemy dostrzegać to, co dzieje się wokół nas. Przykładowo na skrzyżowaniu nasz mózg może zignorować to, że z innej strony jedzie drugi samochód. Kolejna reakcja, którą odziedziczyliśmy po praprzodkach, to zastyganie nieruchomo w chwili poważnego zagrożenia. Paraliżujący strach to wcale nie przesada. Tak reagują zwierzęta, np. wtedy, kiedy natkną się na silniejszego od nich drapieżnika - pozostając w bezruchu, zwiększają swoje szanse na przeżycie, bo w ten sposób przeciwnik może ich nie zauważyć (większość drapieżników znacznie lepiej widzi obiekty znajdujące się w ruchu). Tyle że ta wypracowana przez setki tysięcy lat strategia nie sprawdza się, kiedy pędzi na nas pociąg lub samochód!

Maszyny mogą nam pomóc

Jak sobie radzić z ludzkimi słabościami? Przede wszystkim zawsze trzeba być ich świadomym. O ludzkich niedoskonałościach muszą pamiętać zarówno kierowcy - ważne, żeby ktoś ich do tego przygotował - jak i twórcy systemów drogowych. To właśnie z myślą o niwelowaniu ludzkich słabości powstało w ostatnich latach wiele samochodowych systemów asystujących, np. układy ostrzegania o przeszkodach, asystenci hamowania awaryjnego, systemy utrzymania pasa ruchu czy alarmowania o zmęczeniu. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych autach są one znacznie bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej. Tu powodów jest wiele - samochody są o wiele szybsze niż kiedyś, ruch stał się bardziej intensywny, a dookoła kierowcy dzieje się znacznie więcej rzeczy, które mogą go rozproszyć. Niegdyś za kierownicą wyposażonego w podstawowe przyrządy samochodu kierowca zajmował się przede wszystkim prowadzeniem - teraz musi też walczyć z przeróżnymi pokusami, jak korzystanie w czasie jazdy ze smartfona, przeglądanie stron internetowych czy używanie przeróżnych gadżetów, w które jest wyposażone jego auto.

Autonomicznie, czyli bezpieczniej?


Sposobem na podniesienie bezpieczeństwa na drogach jest też wprowadzenie na szerszą skalę pojazdów przynajmniej częściowo autonomicznych. Na razie kierowcy podchodzą do nich z dużą dozą nieufności, traktując je wręcz jako dodatkowy czynnik ryzyka na drogach. W mediach pojawiają się dyskusje o tym, co może się stać, jeśli elektronika zawiedzie. Z drugiej strony ci sami kierowcy, którzy tak boją się pojazdów autonomicznych, z reguły bez obaw latają na wakacje samolotami, które przecież przez większość czasu lecą w trybie... autonomicznym. W nowoczesnych maszynach komunikacyjnych piloci wprowadzają do komputera przed startem dane na temat trasy, ilości paliwa i obciążenia samolotu. Ponadto przez większość lotu, o ile wszystko przebiega normalnie, maszyną steruje autopilot, który może działać nawet w trakcie startu i lądowania. Piloci zajmują się nadzorem nad tym, co robi maszyna, a także prowadzeniem korespondencji radiowej. Autopilotów w samolotach nie wprowadzono z myślą o wygodzie pilotów - tu chodzi głównie o bezpieczeństwo. Długie loty są nużące - jednostajny dźwięk silników, jednostajne widoki za oknem - w takich warunkach trudno utrzymać odpowiednią koncentrację. Zupełnie tak samo jest w przypadku kierowców, którzy pokonują długie trasy na autostradach otoczonych ekranami akustycznymi. Aktywny tempomat w aucie, który w razie potrzeby dopasowuje prędkość do tempa innych pojazdów - a jeśli zajdzie taka konieczność, to również samodzielnie zahamuje przed przeszkodą - to nie tylko dodatek zwiększający komfort, lecz także rozwiązanie wpływające na bezpieczeństwo jazdy.
Na szczęście nasze samochody mają na pokładzie coraz więcej systemów wspomagających kierowcę i coraz więcej z tych systemów instalowanych jest obowiązkowo na etapie montażu w fabryce. Ot, np. inteligentny asystent prędkości - wbrew niektórym twierdzenim system ten nie jest zaprojektowany do tego, by uniemożliwić przekraczanie prędkości - o tym wciąż decyduje i ma decydować kierowca. System ma tylko jedno zadanie: podpowiadać, jaka na danym odcinku jest prędkość i wskazywać, kiedy jedziemy za szybko. W „najmocniejszej” wersj systemu pedał gazu stawia minimalnie większy opór niż zwykle, gdy system wykryje nadmierną prędkość jazdy. Wciąż jednak jest to tylko sugestia, która bardziej „budzi” kierowcę niż coś na nie wymusza.